Spis
treści
Strona startowa

Początki szpitala w Sochaczewie

Notka o autorze Notka
o autorze

31 grudnia 2003 r. szpital w Sochaczewie obchodzić będzie setną rocznicę powstania. Sochaczewska służba zdrowia ma jednak swoje wcześniejsze, długie i bogate dzieje, sięgające czasów średniowiecza, kiedy to przy kościołach i zakonach zakładano pierwsze szpitale, które głównie spełniały rolę przytułków dla starców, kalek, sierot, nędzarzy i żebraków, będąc w rzeczywistości raczej instytucjami o charakterze opiekuńczym.

Najstarszym szpitalem w Sochaczewie, pełniącym głównie zadania przytułkowe był szpital Św. Ducha przy nie istniejącym już obecnie kościele pod tym wezwaniem, które wyraźnie wskazywało na jego pierwotne przeznaczenie, gdyż wszędzie tam, gdzie istniał kościół pod wezwaniem Św. Ducha, w jakimś okresie czasu musiał funkcjonować przy nim szpital. Drewniany kościół Św. Ducha wraz ze szpitalem położony u zbiegu obecnych ulic Warszawskiej i 1 Maja został erygowany w 1457 r. przez księżnę mazowiecką Małgorzatę. Zapisała ona na ten cel 900 dukatów węgierskich, które następnie zabrał król Kazimierz Jagiellończyk i nakazał mieszkańcom Sochaczewa wpłacać na rzecz kościoła Św. Ducha 12 grzywien rocznego procentu od tej sumy. Z kwoty tej 6 grzywien przeznaczono na utrzymanie kapelana, 2 grzywny na potrzeby kościelne, oraz 4 grzywny na szpital. Świątynia ta oraz szpital uległy zniszczeniu w końcu XVI w., ponieważ wizytujący dekanat sochaczewski w roku 1603 biskup poznański Wawrzyniec Goślicki zastaje na tym miejscu "nowy kościółek Św. Ducha, jeszcze niedokończonej budowy". Sochaczewski szpital Św. Ducha w ciągu wieków otrzymywał dotacje od tutejszych mieszkańców. W 1628 r. Jakub Sobieraj, mieszczanin sochaczewski, zapisał parafii Św. Ducha "100 ówczesnych złotych polskich". Kościół Św. Ducha został doszczętnie zniszczony w 1718 r. i nigdy nie był już odbudowany. Ten sam los spotkał funkcjonujący przy nim najstarszy sochaczewski szpital. W roku 1783 parafię Św. Ducha zlikwidowano, a jej uposażenie władze kościelne przekazały proboszczowi parafii Św. Wawrzyńca w Sochaczewie.

W okresie staropolskim dyplomowanych lekarzy kształcił Uniwersytet Jagielloński w Krakowie. Byli oni jednak nieliczni, toteż leczeniem zajmowali się przeważnie cyrulicy, chirurgowie, "niewiasty sztuki babienia", oraz owczarze. W XV i XVI w. w większych miastach Rzeczypospolitej istniał urząd lekarza miejskiego i fizyka, którzy byli odpowiedzialni za stan zdrowotny ludności. Nadzorowali oni apteki, miejsca handlu żywnością, cmentarze, rzeźnie i łaźnie. W małych miastach, a do takich jak wiadomo należał Sochaczew, oprócz szpitali samodzielnych instytucji (kościół ze szpitalem Św. Ducha), istniały również małe przytułki przy kościołach i klasztorach. Opiekowały się one ubogimi, czuwały nad ich stanem zdrowia i udzielały im pomocy w pewnych rodzajach schorzeń. Należy przypuszczać, iż do końca istnienia szlacheckiej Rzeczypospolitej rolę taką odgrywały w naszym mieście: kościół parafialny Św. Wawrzyńca, oraz klasztory dominikanów i dominikanek. O ich działalności na niwie sochaczewskiego lecznictwa świadczy księga chrztów z lat 1781 - 1802, przechowywana w archiwum parafii Św. Wawrzyńca, w której odnalazłem zapis o następującej treści:

"Na Paraliż.
Niedźwiedziego sadła i terpentynowego oleyku popołowie, ubić to razem i smarować rano i w wieczur, gdy część zarażona przyidzie do władzy, a zacznie puchnąć smarować Spiritusem Kamforowym."

Nieocenionym źródłem są także księgi zmarłych, w których odnotowano przyczyny zgonów, bowiem wiemy dzięki nim, na jakie choroby chorowali mieszkańcy Ziemi Sochaczewskiej w XVIII i XIX w. Najczęściej wymienianymi przyczynami śmierci były w tamtych czasach choroby takie, jak: wodna puchlina, biegunka, suchoty, maligna, febra, zejścia poporodowe, gangrena, szkorbut, kamień, szkarlatyna, wścieklizna, kołtun i cholera. Zamożniejsza ludność Sochaczewa leczyła się zapewne u lekarzy, felczerów oraz cyrulików zatrudnionych w pobliskich dobrach ziemskich, lub praktykujących w tutejszym lazarecie wojskowym, który mieścił się w I połowie XIX w. w budynkach dawnego klasztoru dominikanek. Nie narzekali z pewnością na brak pacjentów dwaj ówcześni sochaczewscy medycy: Paweł Nowina - Witkowski (1789 - 1855), lekarz powiatu łowickiego i niejaki Wincenty Mastelski "Magister Medycyi i Hirurgii". Drugi z wyżej wymienionych nie był prawdopodobnie lekarzem, tylko felczerem, na co zdaje się wskazywać jego pretensjonalny tytuł. Uboższa ludność miejska korzystała głównie z "medycyny domowej", ziołolecznictwa, porad u różnego rodzaju znachorów i "babek". Leczono się przeważnie w domu, ponieważ jak już wspomniano, aż do schyłku XIX w. szpitale pełniły raczej funkcje opiekuńcze, niż lecznicze.

Przy majątkach ziemskich byli zatrudniani owczarze, którzy w XVIII i XIX w. pełnili m.in. funkcję dzisiejszych weterynarzy, lecząc zarazem, niekiedy skutecznie, wiele chorób ówczesnej ludności. Sława niektórych z nich sięgała daleko poza rodzinną wieś. Do ich klienteli należała nie tylko ludność wiejska, korzystali bardzo często z ich pomocy również i mieszkańcy dawnego Sochaczewa. Źródła przekazały nam nazwiska wielu owczarzy. Wymieniane są też całe familie owczarskie, jak np. rodzina Rykaczewskich ze Szczytna i Strzyżewa, której kilka pokoleń prowadziło, ponoć skutecznie, "medyczną" działalność. Rykaczewscy odnotowani przez sochaczewskie metryki parafialne już w końcu XVIII w. pochodzili ze szlacheckiego zaścianka Rykacze Sulkowstok, znajdującego się w pobliżu Zambrowa w Ziemi Łomżyńskiej i byli moimi odległymi przodkami po kądzieli.

W przypadkach ciężkich chorób, zwłaszcza zakaźnych i wymagających hospitalizacji mieszkańcy Sochaczewa korzystali ze szpitali warszawskich, lub łowickich. Warto podkreślić, iż w Łowiczu istniał już w 1838 r. Dom Zdrowia, pierwszy w tym mieście szpital sensu stricto, a w 1845 r. otworzono Szpital Św. Tadeusza, który składał się z trzech sal dla chorych, apteki i kaplicy. W 1859 r. Szpital Św. Tadeusza zatrudniał dwóch lekarzy, felczera, pisarza, stróża, kucharkę i dwóch posługaczy. W latach 1838 - 1862 w obu tych szpitalach przebywało na kuracji 1420 pacjentów, a poziom usług medycznych był w nich dość dobry.

U schyłku lat 90 - tych XIX w. w związku z groźbą epidemii cholery władze rosyjskie zainteresowały się bardziej stanem sanitarnym miast Królestwa Polskiego i podjęły dla polepszenia warunków zdrowotnych ich mieszkańców decyzję, o budowie ambulatoriów tam, gdzie dotychczas nie było szpitali. W obliczu nadciągającej epidemii cholery gubernator warszawski nakazał, aby we wszystkich miastach Kongresówki powołać służbę medyczną, której koszty utrzymania byłyby pokrywane przez te miasta. W związku z tym rozporządzeniem w 1893 r. na stanowisko pierwszego lekarza miejskiego w Sochaczewie został powołany dr Bronisław Behrens. Pełnił on jednak swoje obowiązki zaledwie kilka miesięcy, bo wkrótce przeniesiono go do Skierniewic, gdzie objął funkcję lekarza powiatowego. Po jego wyjeździe wakujące stanowisko lekarza miejskiego w Sochaczewie powierzono dr Ryszardowi Wołowskiemu.

Wychodząc naprzeciw zarządzeniom gubernatora warszawskiego Michaił Pisiemskij, ówczesny naczelnik powiatu sochaczewskiego zaprosił do siebie przedstawicieli miejscowego społeczeństwa w celu podjęcia odpowiednich działań, związanych z założeniem w mieście ambulatorium. Ponieważ nie było w Sochaczewie odpowiedniego lokalu, gdzie można byłoby je pomieścić, podjęto natychmiast decyzję o wybudowaniu odpowiedniego budynku. Plac, na którym miał on zostać wzniesiony miało ofiarować na wniosek ówczesnego burmistrza Ezechiela Filipowicza miasto Sochaczew. Wykonanie projektu i planu budowy ambulatorium zlecono inżynierowi Ferdynandowi Eichhornowi (1837 - 1895), znanemu architektowi z Łowicza, którego dziełem była m.in. nie istniejąca obecnie łowicka synagoga. Następnie powołano komitet budowy ambulatorium, upoważniony do zbierania dobrowolnych datków przeznaczonych na ten cel. Zebrał on w sumie 2654 ruble i 50 kopiejek. Do najbardziej ofiarnych obywateli powiatu sochaczewskiego należeli: Alberti, dyrektor cukrowni w Oryszewie, Feliks Bolechowski, dziedzic dóbr Tułowice, Paweł książę Korybut - Woroniecki z Bielic, Jan Lasocki, właściciel majątku Brochów, Zdzisław Skarbek - Kozietulski, dyrektor cukrowni w Hermanowie, Władysław hrabia Łubieński z Gawłowa, Zygmunt Lubiński, dyrektor cukrowni w Młodzieszynie, Jerzy Sokalski, emerytowany pułkownik i właściciel domu w Sochaczewie, Henryk Suski, dziedzic dóbr Giżyce, oraz Wiliam Dickson, właściciel Strzyżewa i przedstawiciel fabryki żyrardowskiej.

W 1894 r. powołano do życia Powiatową Radę Opiekuńczą Dobroczynności Publicznej, w skład której weszli z urzędu Michaił Pisiemskij, naczelnik powiatu, Iwan Paskiewicz, jego pomocnik do spraw policyjnych, oraz dr Julian Serwiński, lekarz powiatowy. Członkami Rady pochodzącymi z wyboru byli Antoni Grzybowski, właściciel majątku Zdżarów, Władysław hrabia Łubieński, dziedzic dóbr Gawłów i Leon Trupindo, referent biura powiatowego. Wkrótce potem nowo powołana Rada doszła do wniosku, że "dla miasta Sochaczewa i jego okolicy potrzebny jest szpital a nie ambulatorium, które może być bardzo pożyteczne i oddawać ogromne usługi tylko mieszkańcom miasta, natomiast ludność powiatu w dalszym ciągu pozbawiona będzie tej tak bardzo pożytecznej instytucji jaką jest szpital". Czytając te słowa nie sposób nie wyrazić podziwu dla tych wspaniałych ludzi, którzy mieli na względzie nie tylko własny, lecz szeroko rozumiany interes społeczeństwa całego powiatu. W związku z powyższą rezolucją instytucja ta postanowiła zrezygnować z zamiaru budowy w Sochaczewie ambulatorium i w przyszłości opracować projekt budowy szpitala na 15 łóżek. Do czasu urzeczywistnienia powyższego postanowienia Rada zdecydowała, iż ambulatorium miejskie zostanie otworzone w lokalu przy ulicy Krótkiej, w domu należącym do Walentego Boczkowskiego. Opłata roczna za ten lokal wynosiła 160 rubli, a koszty utrzymania ambulatorium kształtowały się w granicach 530 rubli rocznie. Ponosił je Magistrat miasta Sochaczewa. Za świadczenia lecznicze zamożni obywatele miasta mieli płacić 20 kopiejek, natomiast ubogiej ludności Sochaczewa miano udzielać porad lekarskich bezpłatnie i miała ona również otrzymywać nieodpłatnie lekarstwa.

Ambulatorium sochaczewskie "rozwijało się tak dalece, że w wypadkach nagłych można w nim było pomieścić czterech chorych (…) na czasową kurację". Wkrótce potem Magistrat miasta Sochaczewa wydzielił plac pod budowę przyszłego szpitala, który był położony przy ulicy Boryszewskiej (obecnie ul. Romualda Traugutta - A.G.T.), w pobliżu nieruchomości należącej do Łukasza Przechodzińskiego. Ciągnął się on od tej ulicy, aż do ruin zamku. Na posesji tej zaczęto niebawem gromadzić materiały budowlane przewożone nieodpłatnie przez okolicznych ziemian, oraz drobnych rolników. Następnie z inicjatywy Powiatowej Rady Opiekuńczej Dobroczynności Publicznej został wykonany przez Stanisława Żórawskiego, pełniącego obowiązki architekta powiatowego, plan i projekt szpitala w Sochaczewie na 15 łóżek. Koszty budowy tego obiektu miały wynosić 20 000 rubli. Planu tego nie wcielono jednak w życie, gdyż "nie został aprobowany przez czynniki miarodajne".

W jakiś czas potem Powiatowa Rada poprosiła znanego warszawskiego architekta Kazimierza Loewe (1845 - 1924) o opracowanie nowego projektu budowy szpitala "który niebawem został wygotowany z zaprojektowaniem w nim najnowszych zastosowań techniki i urządzeń sanitarnych - lecz niestety, koszt tej budowy został znacznie powiększony, albowiem według tego zestawienia wynosił około 30 000 rubli". Mimo znacznie wyższych kosztów budowy Powiatowa Rada projekt ów przyjęła i zwróciła się za pośrednictwem Gubernialnej Rady Opiekuńczej Dobroczynności Publicznej do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z prośbą o jego zatwierdzenie i wydanie zezwolenia na budowę w Sochaczewie szpitala. Ministerstwo, chociaż uznało projekt Loewego za właściwy "to jednak, do czasu zebrania odpowiedniego funduszu na budowę, zarówno zatwierdzenia planów jako też i zezwolenia - odmówiło". W tym stanie rzeczy Powiatowa Rada musiała odstąpić od budowy szpitala w Sochaczewie i powrócić do tej sprawy dopiero po zebraniu 30 000 rubli, co wcale nie było w owym czasie rzeczą łatwą. Budowę szpitala odłożono więc na dalsze lata, a przez ten czas funkcjonowało jedynie ambulatorium miejskie, które nie zaspokajało w pełni potrzeb ludności powiatu sochaczewskiego. W tym czasie gromadzono potrzebne fundusze i w 1901 r. miasto dysponowało sumą 2 928 rubli i 30 kopiejek, posiadało również zakupione materiały budowlane, oraz plac pod budowę. Było to jednak nadal zbyt mało, więc Powiatowa Rada Opiekuńcza Dobroczynności Publicznej postanowiła "sprawę budowy szpitala (…) zaniechać raz na zawsze, natomiast powrócić do pierwotnego projektu i przystąpić do budowy ambulatorium miejskiego według planu Architekta Ferdynanda Eichhorna, wprowadzając w nim pewne zmiany przy samej budowie, tak dalece, ażeby w przyszłości ambulatorium to mogło być zamienione na lecznicę".

Po uzyskaniu zezwolenia na budowę ambulatorium Powiatowa Rada powołała w kwietniu 1901 r. komitet wykonawczy budowy, w skład którego wchodzili: Ezechiel Filipowicz, burmistrz Sochaczewa, Leon Celestyn Gołębiowski, członek Powiatowej Rady, Wacław Przedpełski, kupiec, Ludwik Brzeziński, właściciel domu i Moszko Rechtman, kupiec drzewny. Nowo powołany komitet oraz Powiatowa Rada doszły po pewnym czasie do wniosku, iż plac przy ulicy Boryszewskiej nie nadaje się pod budowę ambulatorium, w związku z czym Magistrat miasta Sochaczewa "zaofiarował drugi plac, przy ulicy Trojanowskiej (obecnie ul. Staszica - A.G.T.) położony, po byłej rzeźni, a znajdujący się pomiędzy placem Jana Pawłowskiego od północy i Sukcesorów Migdalskich od południa". Po zatwierdzeniu przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przekazania tego placu przez Magistrat Powiatowej Radzie Opiekuńczej Dobroczynności Publicznej w połowie kwietnia 1901 r. położono tam kamień węgielny pod budowę ambulatorium. Wkrótce zaczęto zwozić na ten plac materiały budowlane z cegielni parowej "Kopytów" koło Błonia, której właścicielami byli Wacław Grodzicki i Leon Płachecki i "nie było różnicy między miastem i wsią, kiedy były to sprawy wszystkich obchodzące, pomagali wszyscy w miarę możności, i (…) był to naród zespolony, jednym duchem owiany, odporny na wszelkie dolegliwości wypływające z Moskiewskiego ucisku".

Prace budowlane przy ambulatorium powierzono Karolowi Kobkowi, majstrowi murarskiemu, ciesielskie wykonywał Franciszek Szytenchelm, a ambulatoryjne okna i drzwi wyszły z warsztatu warszawskiego stolarza Konstantego Robazińskiego. Piece do ambulatorium dostawił miejscowy zdun Stanisław Kołoski. Ponieważ inżynier Eichhorn zmarł w 1895 r., nadzór nad realizacją prac budowlanych objął inżynier architekt Jan Zapolski. Dokonał on przeróbki planu zmarłego kolegi, która polegała głównie na tym, iż parterowe ambulatorium miano "wybudować na głębokich suterynach i zachować system korytarzowy". Wkrótce przystąpiono do prac ziemnych pod fundamenty i nagle okazało się, że plac na którym miało stanąć ambulatorium jest zbyt wąski. Niebawem został on jednak powiększony poprzez nabycie części sąsiadującej z nim posesji Jana Pawłowskiego, który zgodził się odstąpić ją miastu, dzięki czemu ambulatorium mogło zostać wzniesione równolegle do ulicy Trojanowskiej. W 1902 r. budynek tynkowano, malowano, szklono i drenowano. Było w nim siedem widnych, suchych pomieszczeń, zlokalizowanych w suterenach, tyle samo sal na parterze, oraz dwa pokoje na strychu, w których miała mieszkać służba szpitalna. Pod koniec tego roku prace zostały zakończone, a wiosną 1903 r. Powiatowa Rada Opiekuńcza Dobroczynności Publicznej po odbytej wizytacji obiektu doszła do wniosku, iż "w budynku tym nie tylko pomieścić się może ambulatorium miejskie ale będzie można urządzić i lecznicę na 15 łóżek". Brakowało jednak wyposażenia dla tej ostatniej, ale dzięki dr Adolfowi Ossowskiemu pełniącemu funkcję lekarza kolejowego w Sochaczewie, który likwidował założone tu czasowo ambulatorium kolejowe Drogi Żelaznej Kaliskiej udało się przekazać jego wyposażenie nowozbudowanej sochaczewskiej lecznicy. W tym samym czasie przeniesiono również na ulicę Trojanowską dawne ambulatorium z ulicy Krótkiej.

Wielkiej pomocy udzielili nowej lecznicy sochaczewskiej okoliczni właściciele ziemscy. I tak Wiliam Dickson, dziedzic dóbr Strzyżew napisał i wydał nakładem własnym książeczkę pt. "Len", w której były zawarte uwagi i praktyczne wskazówki związane z uprawą tej rośliny, a cały dochód z jej sprzedaży przeznaczył na szpital. Dwie sale szpitalne wyposażyła Maria księżna Lubomirska, zakupując 10 łóżek, pościel, bieliznę, umywalnie, oraz szafki nocne. Dla upamiętnienia jej ofiarności Powiatowa Rada nadała jednej z tych sal jej imię i poleciła wmurować odpowiednią tablicę. Szpitalowi na 15 łóżek brakowało nadal kuchni, pralni oraz wanien i tu z pomocą przyszła mu Izabela Koczorowska, dziedziczka dóbr Rybno, która była inicjatorką dochodowej imprezy teatralnej na jego rzecz. 19 marca 1903 r. odbyły się w Sochaczewie w sali Domu Ludowego premiery "Teatru amatorskiego" Michała Bałuckiego (1837 - 1901) i "Naszych Bzików" Henryka Piątkowskiego (1853 - 1932). Frekwencja była bardzo liczna, a dochód z tej imprezy wyniósł 543 ruble i 74 kopiejki. W jednym z numerów poczytnego wówczas miesięcznika "Sport" ukazał się wkrótce artykuł na temat tej imprezy.

"Staraniem p. Izabeli z Zabłockich Koczorowskiej, - czytamy tam - właścicielki Rybna w powiecie Sochaczewskim, odbyło się w zeszłą niedzielę, dn. 19 lipca r.b. w Sochaczewie przedstawienie amatorskie na dochód miejscowego szpitala.
Próby początkowo odbywały się w Sannikach u państwa Michałostwa Natansonów i w Rybnie, u państwa Józefostwa Koczorowskich, następnie zaś w Domu Ludowym w Sochaczewie, gdzie też miało miejsce i samo przedstawienie. Naczelnik powiatu Sochaczewskiego, oraz inteligencja m. Sochaczewa nie szczędzili żadnych trudów, aby przygotować odpowiednie sale, a zwłaszcza scenę Domu Ludowego to też scena, pod względem oświetlenia, "umeblowania" i dekoracji nie pozostawiała nic do życzenia.
Na program widowiska złożyły się: "Teatr amatorski", komedja w dwóch odsłonach Bałuckiego, oraz bardzo zabawna farsa Piątkowskiego p. t. "Nasze Bziki". Na zakończenie dano zupełnie oryginalny żywy obraz zatytułowany "Motyl i kwiaty".
Amatorzy obie sztuki odegrali świetnie, zwłaszcza zaś "Teatr Amatorski", tworząc zespół, któryby na każdej scenie zdobył oklask. Znakomicie grali: p. Jan Lasocki w roli burmistrza Trombolińskiego dając skończony typ małomiasteczkowego pantoflarza i "handelkowicza", p. Jan Lasocki (junior) w roli Sędziego, pobudzając częstokroć widzów do homerycznego śmiechu, p. S. Wilski w roli inżyniera Czecha, którego interpretacji nie powstydziłby się i sam p. Gasiński, oraz p. Karol Koczorowski, jako kancelista.
Wprost znakomite były: p. Julja Natanson w roli Agaty, p. lzabella Koczorowska jako Dorcia. Krótką rolę Sydzi powierzono p. Marji Karskiej, która potrafiła z niej wyrzeźbić prawdziwe arcydzieło komizmu.
W "Naszych bzikach" na szczery oklask zasłużyli: panna Marja Zabłocka, arcykomiczna w roli Gertrudy: panna Halina Grzybowska, z dziewiczą prostotą odtwarzająca rolę Madzi, córki głównego "bzika", Wirskiego, a bynajmniej nie bziczki, lecz korzystającej z spirystycznej manji ojca, aby się połączyć z ukochanym; p. Wilski, jako niezrównany Dziubkiewicz; p. Witold Grzybowski w roli medjum, Atanazego Koszonko, którego publiczność zmusiła w ciągu sztuki do powrotu z za kulis na scenę, p. Karol Koczorowski, jako wyborny poeta dekadent - Idzi Pazur Idealski, p. Jan Lasocki (junior), jako malarz dekadent Tęczokolorski, kolega i przyjaciel poprzedniego, p. Włodzimierz Garczyński, jako arcy - bzik Wirski, wierzący ślepo w wirujące stoliki i w duchy w nich się znajdujące, nareszcie p. Stanisław Koczorowski w.epizodycznej roli doktora.
Prawdziwym clou widowiska był żywy obraz "Motyl i Kwiaty"! Zrujnowawszy prawie doszczętnie swe piękne oranżerje, p. Izabella Koczorowska własnoręcznie zamieniła scenę, której dekoracje odtwarzały piękny pejzaż, en un parterre fleuri. Pianino, za którem zasiadł podczas obrazu p. Wł. Las., oraz skrzypce jakie trzymał p. Hen B., ukryte były po za ścianą tataraków, a u stóp tej ściany wyłaniały się barwne kwiaty.
Tych ciętych i doniczkowych kwiatów blask musiał jednak ustąpić przed blaskiem prawdziwie żywych kwiatów, które przedstawiały panny… Aby się te prześliczne kwiatki nie zarumieniły, wolę zamilczeć ich nazwiska, powiem tylko, że dostarczyły je cieplarnie w Zdżarowie i w Rybnie, a jedna odmiana białej róży została aż z Anglji przywieziona… Poetycznym i prześlicznym motylem, fruwającym nad kwiatkami, i dotykającym je z lekka, jakby w przelotnym pocałunku. była panna… Nie chcę być mniej dyskretnym od afisza, który nie wymienił nazwisk osób przyjmujących udział w żywym obrazie.
Dla ścisłości dodaję, iż motyl fruwał wybornie, a maszynerje, do fruwania pomysłu p. Kar. Kar, wykonane zostały przez miejscowych kowala i stelmacha w Rybnie.
Niezadowolone z ofiar jakie uczyniły, biorąc udział w. teatrze amatorskim, panie Koczorowska, Natanson i Grzybowska, pomyślały jeszcze i o bufecie, który zaopatrzyły własnym prowiantem, a którego dochód dołączony został do dochodu ogólnego z biletów i programów. P. Hala Lasocka zechciała się zająć sprzedażą programów oraz ofiarowanych przez siebie bukietów, a sprzedaż ta poszła świetnie, gdyż przyniosła z górą rbl. 175.
Nie mam jeszcze dokładnych, cyfr, ale czysty dochód z niedzielnego przedstawienia, w każdym razie przeszedł rbl. 500. Jest to, o ile mi się zdaje, rezultat niebywały, a w każdym razie olbrzymi. Szpital w Sochaczewie, który nie mógł być otwartym jeszcze w zeszłą niedzielę z powodu ciążących na nim długów, w poniedziałek mógł już przyjmować chorych, mając jeszcze pewien zapas gotówki, aby sprowadzić Siostry Milosierdzia.
A to się stało dzięki niebywałej energji i pracy p. I. Koczorowskiej, niezmordowanej w niesieniu pomocy ubogim, dzięki dobrym chęciom uczestników przedstawienia amatorskiego, którzy, jak pani Natanson, podczas deszczu ulewnego, burzy lub upału, robili po ośm mil, aby się znaleźć na próbie, dzięki uprzejmości władz miejscowych, które czyniły wszystko, aby ułatwić zadanie, dzięki ofiarności obywateli okolicznych i miejscowych, którym się serdeczne podziękowanie należy."

W listopadzie 1903 r. prace nad budową sochaczewskiego szpitala zostały wreszcie zakończone. Mieścił on na parterze ambulatorium i aptekę, salę operacyjną, pięć sal dla chorych. W suterenach szpitalnych znajdowały się natomiast kuchnia, pralnia, sala z wannami i magazyny. Wkrótce Powiatowa Rada Opiekuńcza Dobroczynności Publicznej zwróciła się z prośbą do Zakładu Sióstr Szarytek im. Św. Kazimierza na warszawskiej Tamce o wydelegowanie sióstr miłosierdzia do lecznicy. Przełożona Zakładu Szarytek w swym piśmie do Powiatowej Rady stwierdziła, że z braku sióstr nikogo do Sochaczewa wyznaczyć nie może, natomiast przyrzekła uczynić to w niedalekiej przyszłości. Wobec powyższego do obsługi przy chorych zaangażowano do czasu przybycia sióstr osoby świeckie. 31 grudnia 1903 r. dokonano uroczystego otwarcia sochaczewskiego szpitala. Na tę uroczystość przybył osobiście gubernator warszawski Martynow w towarzystwie księstwa Marii i Konstantego Lubomirskich, nie brakowało również okolicznych obywateli ziemskich i tych obywateli Sochaczewa, którzy byli od wielu lat związani ze sprawą szpitala. Po odczytaniu sprawozdania z jego budowy ksiądz kanonik Feliks Tacikowski, dziekan sochaczewski dokonał poświęcenia nowo otwartej lecznicy. Po tej uroczystej ceremonii Władysław hrabia Łubieński ugościł zaproszonych gości skromnym przyjęciem w Gawłowie.

"Uroczystość ta jednak - pisał Leon Celestyn Gołębiowski, jeden z jej uczestników - skończyła się smutnym incydentem, który na wszystkich zrobił ogromne wrażenie, a przytaczam go tutaj na tym miejscu, na wieczne czasy, by przyszłe pokolenia nasze wiedziały czem dla nas Polaków była niewola moskiewska. W kilka dni po uroczystości otwarcia lecznicy doszła nas wiadomość, że dwaj synowie miejscowego burmistrza, Stanisław i Paweł Filipowicze, uczniowie państwowego gimnazjum, jeden z 7 a drugi 8 klasy którzy byli obecni na uroczystem otwarciu lecznicy, wydaleni zostali za to, że rzekomo nie zdjęli czapek podczas wykonywania hymnu państwowego, w chwili kiedy gubernator przecinał wstążkę przy wejściu do lecznicy, - nadmienić tu jednak muszę że w tym dniu było około 20° mrozu. Wydalenie to nastąpiło na skutek żądania Kuratora Naukowej Dyrekcji, na skutek doniesienia o tem miejscowych żandarmów. Władze miejscowe w osobie ówczesnego Naczelnika Powiatu, Burago, który był świadkiem tak doniosłej uroczystości, od chwili której upłynęło zaledwie kilkanaście dni, gorąco przyjął do serca cała tę awanturę, udał się sam do Gubernatora, i przy pomocy tegoż, wyjednał u Naczelnika Kraju, delegowanie urzędnika do szczególnych zleceń, który przybył na miejsce, przeprowadził w tej sprawie szczegółowe dochodzenie, rezultatem którego było, przywrócenie do szkoły wydalonych Filipowiczów, a żandarm który zrobił, doniesienie, przetranzlokowany został do innego miejsca."

Od momentu otwarcia szpitalem kierował dr Ryszard Wołowski i placówka ta rozwijała się pomyślnie ku ogólnemu zadowoleniu mieszkańców Sochaczewa, bowiem wszystkie jej miejsca były stale zajęte przez chorych. W sześć lat później do Sochaczewa przybyły siostry miłosierdzia, aby opiekować się chorymi i prowadzić gospodarstwo przy lecznicy. W celu zapewnienia siostrom odpowiedniej egzystencji Józef Modliński, właściciel majątku Braki nabył od spadkobierców rodziny Migdalskich plac wraz z domem i ofiarował zakonnicom. W akcie darowizny postawił on jednak warunek "że siostry będą mogły korzystać z tej nieruchomości dotąd, dokąd będą pozostawać przy szpitalu. W razie gdyby sióstr przy szpitalu nie stało, nieruchomość ta, przechodzi na rzecz jego spadkobierców".

W 1909 r. po odejściu dr Ryszarda Wołowskiego, który został lekarzem powiatowym, dyrektorem szpitala mianowano dr Adolfa Ossowskiego. Nowy dyrektor ogrodził na własny koszt nieruchomość ofiarowaną siostrom miłosierdzia przez Józefa Modlińskiego. Wkrótce potem, dzięki pomocy księdza Emila Tymienieckiego, proboszcza parafii Kozłów Biskupi, na posesji tej założono wielki ogród owocowy, dzięki któremu szpital w Sochaczewie należał do najładniejszych nieruchomości w mieście. W jakiś czas potem za sprawą dr Ossowskiego, dzięki poparciu księdza dziekana Tacikowskiego, pomocy Włodzimierza Ignacego Garbolewskiego z Czerwonki, oraz innych okolicznych ziemian szpital rozbudowano poprzez nadbudowę piętra wraz z kaplicą, dzięki czemu sochaczewska lecznica uzyskała formalnie status szpitala na 35 łóżek.

Jednym z najbardziej zasłużonych dla sochaczewskiego szpitala ludzi był Leon Celestyn Gołębiowski, urzędnik administracyjny. Urodził się 6 kwietnia 1866 r. w Lesznie w powiecie błońskim. Po otrzymaniu starannego wykształcenia domowego uczył się w czteroklasowej szkole średniej. Po jej ukończeniu rozpoczął w 1885 r. pracę urzędniczą w Magistracie miasta Błonia. Wkrótce potem osiedlił się w Sochaczewie, gdzie zasłużył się podczas budowy tutejszego szpitala. W latach 1893 - 1908 piastował funkcję naczelnika sochaczewskiej Ochotniczej Straży Ogniowej. Po 1908 r. Gołębiowski opuścił Sochaczew i zamieszkał w Łowiczu, w którym w latach 1908 - 1911 wybrano go prezydentem miasta. Podczas I wojny światowej działał w Polskiej Macierzy Szkolnej, oraz w wielu dziedzinach łowickiej gospodarki komunalnej. W okresie międzywojennym był dwukrotnie burmistrzem Łowicza, oraz prezesem Zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej w tym mieście. Zmarł 14 kwietnia 1932 r. w Łowiczu i został pochowany na cmentarzu kolegiackim. Był honorowym obywatelem Łowicza, odznaczonym w 1904 r. za zasługi rosyjskim orderem Św. Anny. Leon Celestyn Gołębiowski należał do najbardziej aktywnych członków Powiatowej Rady Opiekuńczej Dobroczynności Publicznej i był autorem obszernego artykułu pt. "W jaki sposób powstał szpital w Sochaczewie", który ukazał się w "Łowiczaninie" w 1923 r. Dzięki temu cennemu artykułowi możliwe było opisanie przeze mnie trudnych początków sochaczewskiego szpitala.

W chwili obecnej w budynku dawnego szpitala mieści się siedziba Caritas diecezji łowickiej i chociaż obecny szpital powiatowy przy ulicy Batalionów Chłopskich, który jest kontynuatorem tradycji dawnej lecznicy przechodzi kryzys, chciałoby się żywić nadzieję, iż wraz z nadchodzącym w 2003 r. jubileuszem stulecia, nadejdą dla tego szpitala lepsze czasy.


Literatura.
Poczta do autora
Poczta do autora
  1. Ks. Fr. Garncarek, "Opis świątyń katolickich parafii Sochaczew", Sochaczew 1928.
  2. W. H. Gawarecki, "Wiadomość historyczna o kościele z klasztorem księży dominikanów w mieście Sochaczewie", Pamiętnik Religijno - Moralny, t. XV, 1848.
  3. F. Giedroyć, "Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce", Warszawa 1908.
  4. L. Gołębiowski, "W jaki sposób powstał szpital w Sochaczewie", Łowiczanin, 1923.
  5. Z. Góralski, "Opieka społeczna i szpitalnictwo w dawnej Polsce", Zeszyty Historyczne Uniwersytetu Warszawskiego, t. III, Warszawa 1963.
  6. T. Gumiński, "Łowiczanie z okresu II Rzeczypospolitej (Słownik Biograficzny)", Łowicz 1987.
  7. I. Kapica - Milewski, "Herbarz (dopełnienie Niesieckiego)", Kraków 1870.
  8. Liber Baptisatorum Parochiae Sochaczoviensis ab 1781 ad 1802. Archiwum Parafii p.w. Św. Wawrzyńca w Sochaczewie.
  9. Liber Mortuorum Parochialis Sochaczoviensis ab 1781 ad 1823. Tamże.
  10. "Łowicz (dzieje miasta)", red. R. Kołodziejczyk, Warszawa 1986.
  11. J. Łukaszewicz, "Krótki opis historyczny kościołów parochialnych (…) w dawnej diecezyi poznańskiej", t. III, Poznań 1863.
  12. Br. Seyda, "Dzieje medycyny w zarysie", Warszawa 1973.
  13. A. G. Turczyk, "Historie sochaczewskie", Sochaczew 2001.